Istnieje mnóstwo różnego rodzaju praktyk, które regularnie wykonywane, ponad wszelką wątpliwość podnoszą jakość życia. Badania pokazały, że czymś takim jest na przykład medytacja, prowadzenie dziennika wdzięczności (gdzie każdego dnia zapisujemy, za co jesteśmy wdzięczni), spędzanie czasu z przyjaciółmi, ćwiczenia fizyczne (w tym używanie schodów zamiast windy), uśmiechanie się (choćby do lustra), czy też świadczenie innym małych uprzejmości.
Tego rodzaju praktyk jest całkiem sporo. Gdy tylko o jakiejś przeczytam, zazwyczaj staram się ją wypróbować.
Czasem okazuje się znacznie trudniejsza, niż wydawało się na początku (np. uśmiechanie się albo świadczenie małych życzliwości). Czasem są po prostu niemożliwe (nie każdy ma przyjaciół, z którymi można się regularnie spotkać), Czasem trzeba je solidnie zmodyfikować (tak było z dziennikiem wdzięczności – chciałem go robić codziennie, ale skończyło się na cotygodniowym, rodzinnym zastanawianiu się, co dobrego wydarzyło się w naszym życiu – tak jest nawet lepiej).
A czasem taka mała praktyka mocno (choć powoli) zmienia człowieka. Czymś takim, w moim przypadku okazała się refleksja nad osobistymi wartościami. W jednym z eksperymentów osoby, które każdego dnia przez pięć, dziesięć minut pisały o tym, jakie wartości są dla nich ważne, w jaki sposób je rozumieją oraz co konkretnie mogą one znaczyć w ich życiu, były bardziej skuteczne, bardziej odporne i bardziej szczęśliwe niż piszące o czymś innym.
Zadanie nie jest łatwe, bo po pierwsze trzeba sobie uświadomić, co się dla mnie liczy, jaka wartość jest dla mnie cenna, tak od środka. Po drugie trzeba się trochę z sobą pozmagać, by przyjrzeć się swojemu życiu z takiej perspektywy. Na przykład jedną z moich wartości jest coś, co nazywam serdecznym współczuciem. Chciałbym być osobą, która jest życzliwa w stosunku do ludzi, współczuje im, jest dla nich raczej wyrozumiała, a nie potępiająca. Ale często taki nie jestem. We większości przypadków bywam złośliwy, zarozumiały, krytykancki. Nie zawsze jest przyjemnie to dostrzec.
Nie mniej jednak nie chodzi w tej praktyce o jakiegoś rodzaju rachunek sumienia. Wystarczy chwila, by pomyśleć o tym, co jest dla mnie cenne, co jest moją latarnią wewnętrzną? Nie trzeba nawet o tym pisać. Początkowo robiłem zapiski, teraz, za pomocą prostej mnemotechniki zapamiętałem swoje wartości i codziennie rano ćwicząc, robię ich przegląd. Zajmuje mi to jakieś trzy minuty, ale potem, w trakcie dnia czuję efekty tych minut.