Gdy odkrywamy, że brakuje nam wiary w siebie, czy odwagi, często usiłujemy ją w sobie wzbudzić za pomocą słów:
— Bądź dzielny!
— Uwierz w siebie!
— Nie możesz być takim beznadziejnym przypadkiem!
— Weź się w garść i uwierz, że będzie dobrze!
Chcemy być jak czarnoksiężnik, który za pomocą jednego zaklęcia sprawia, że kamień zmienia się w złoto, albo tam, gdzie nic nie było, pojawia się złoty pałac. Nikt z nas nie jest w stanie być czarnoksiężnikiem, przynajmniej w odniesieniu do siebie.
Japoński psychiatra z początku XX wieku, Shoma Morta pisał:
Takie zachęty są jak jazda konna wprost na ścianę, albo jak zapasy z zasłoną. Paradoksalnie, próby wzbudzenia w sobie odważnych odczuć wywołują bojaźliwość. W ten sposób tylko pogarszamy początkowy ból i czujemy się jeszcze bardziej nieznośnie, bo nie udaje nam się osiągnąć, to czego pożądaliśmy i w efekcie poczucie bezsilności jeszcze bardziej rośnie.
Co w takim razie zrobić, gdy nagle czujesz niepewność, obawy czy wątpliwości? Pogodzić się z tym, że to czujesz. Ok. jestem niepewny, boję się mam obawy. Czuję to. Gdy pracuję nad czymś trudny mam otwarty notatnik, w którym zapisuję moje lęki. Oto na przykład notatka z wczoraj: „Czytam tekst, nad którym długo pracowałem i jestem osłabiony. Czuję, że to jest beznadziejnie słabe i głupie. Dołek, mam ochotę dać sobie spokój.”
Przyglądam się temu, co czuję. Jestem przez chwilę z tym doznaniem. Gdy to robię, ono zawsze słabnie. A nawet gdy nie słabnie, wiem, że to nie cały ja. To jakaś część mojego umysłu. Wiem, że mogę zrobić swoje, nawet gdy brakuje mi pewności.
Dziękuję. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak to działa…