Czym jest aktywna obecność, zwana uważnością?

Są dwa rodzaje obecności – bierna oraz świadoma.

Póki żyjesz, zawsze jesteś w jakiś sposób obecny: zajmujesz swój kawałek podłogi, wdychasz przypadające na ciebie litry powietrza, wprowadzasz swoją porcję rozedrgania do świata a i świat nie pozostaje wobec ciebie dłużny, zahacza cię, potyka się o ciebie i pobudza – czujesz zimny wiatr, atakują cię zapachy, czujesz pod palcami chropawość.

Obecność aktywna to coś innego. Mamy z nią do czynienia, gdy skupiamy uwagę na tym, co się dzieje: w twoim ciele, w umyśle oraz w otoczeniu.

Samo skupienie uwagi to jednak tylko część tej obecności. Gdy drżę z zimna, trudno mi myśleć o czymś innym niż temperatura. Gdy przeszkadza mi hałas zza ściany, moja uwaga nie może się od niego oderwać. Gdy boli mnie łokieć, moje myśli wciąż do niego wracają.

Poranny zimny prysznic (nie polecam tego ćwiczenia początkującym, bez przygotowania można się co najmniej przeziębić) jest jednym z ćwiczeń na bycie obecnym w aktywny sposób. Nie tyle chodzi o hartowanie czy korzyści zdrowotne. Robię to przede wszystkim, by nauczyć się bycia ze swoimi doznaniami.

Odkręcam wodę i całe moje ciało automatycznie się kurczy.

– Zimno! Uciec, schować się!

– Nie, nie, nie! Masz wytrzymać!

– Brrr… ale to bez sensu…

Trzęsę się i próbuję uniknąć wody. Walczę z sobą.

Nie ma  w tym obecności. Jest zmaganie, zaaferowanie, są reakcje odruchowe.

Biorę głęboki wdech i przyglądam się. Tak jakbym stanął z boku, obok tych doznań. W rzeczywistości nie jest to bycie z boku, bo wciąż doskonale wszystko czuję, nawet pełniej niż do tej pory. Ale już nie walczę, nie reaguję automatycznie. Obserwuję doznanie bez ocen, bez zmagania, bez próby pozbycia się, zatrzymania czy ominięcia. Jestem z chłodnym dotykiem strumienia wody. I nagle okazuje się, że to dobre doznanie. To nie trwa długo, bo nie jestem mistrzem obecności. Ale chwila wystarcza.

Jak można tę zdolność wykorzystać w życiu?

Jestem  na spotkaniu, mam coś powiedzieć. Stresuję się, mój umysł przepełnia napięcie, trzęsę się wewnętrznie, walczę z sobą. Całe to spotkanie jest jak zimny strumień wody, pod którym się kurczysz.

Przypominam sobie o byciu obecnym. Biorę głęboki wdech i powoli wypuszczam powietrze. Staję wobec mojego stresu i napięcia. Czuję napięte mięśnie karku i brzucha. Czuję kłębiący się wewnątrz niepokój. Nie oceniam, jestem z tym.

Gdy nie muszę już walczyć, zmysły zaczynają działać: dostrzegam ludzi wokół, widzę ich oczy, słyszę ich słowa, widzę, w jaki sposób siedzą i jak napięte są mięśnie ich twarzy, dostrzegam salę, dostrzegam atmosferę. Zaczynam być obecny. Okazuje się, że uwaga pozbawiona walki, staje się znacznie bardziej pojemna.

Obecność – pozbawiona walki świadomość doznań, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych – sprawia, że się  rozluźniasz, stajesz się bardziej elastyczny i spontaniczny. Ludzie to czują. Zaczynają cię odbierać jako kogoś pewnego, z charyzmą, ugruntowanego. A jesteś tylko obecny: świadomy tego, co się dzieje, w sposób pozbawiony walki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.